„Aniele mój, szukałam Cię,
kiedy szczęście porwał wiatr,
Gdy złe słowa splotły sieć,
nikt nie słyszał serca skarg,
Mój świat umierał w snach,
myśli wrogiem stały się,
Moje serce lustrem jest
i ciągle jeszcze szuka sił
by wybaczyć...
Tyle nieotartych łez
zanim los przytulił mnie,
Tyle pustych dni nim
uwolniłam się z tamtych chwil,
Każdy dzień oddala gniew,
bo jego ramię siłą jest,
Ocaliła mnie czułość wyśniona
i spełniona.
Ten lęk uwięził mnie,
nikt nie słyszał dźwięku łez,
Utonęłam w żalu by
znów narodzić się,
A dziś już nie pamiętam nic,
czas uspokoić sny,
Uwolniłam się by żyć,
by nie otruć świata
smutkiem łez,
Więc nie pytaj mnie...
Ile popłynęło...
Aniele mój Ty wiedziałeś
i cierpiałeś tak jak ja,
Przyrzekam Ci więc,
że każdy mój dzień
będzie światłem tych,
którzy zgubią się,
Tyle pustych dni nim
uwolniłam się z tamtych chwil,
Każdy dzień oddala gniew,
bo jego ramię siłą jest,
Ocaliła mnie czułość wyśniona
i spełniona,
Twoja czułość...”
Dziękuję Ci Synku... Aniele mój
|
Pierwsze 1,5 roku
Pierwsze 1,5 roku
Po miesiącu, ważąc już nieco ponad 2 kg Junior spędził swoje pierwsze Święta Bożego Narodzenia w domu. Jakże byłam szczęśliwa, byliśmy szczęśliwi, nie zdając sobie sprawy z tego, co nas jeszcze czeka. Przecież był w domu, bezpieczny.
Od dnia jego narodzin od lekarzy słyszeliśmy słowa (poza tą jedną opinią jaką przytoczyłam powyżej, zresztą nieco skorygowaną przez tą samą neurolog, po drugim badaniu neurologicznym, przed wyjściem syna ze szpitala), że to wcześniak i trzeba czasu, aby "dogonił" rówieśników i należy go rehabilitować.
W trosce o jego zdrowie, rozpoczęliśmy od razu intensywną rehabilitację. Dziś świadomie mogę stwierdzić, że Junior zaczął być rehabilitowany w najlepszym możliwym czasie, bez niepotrzebnego czekania. Choć może mając wiedzę jaką posiadam dziś, rehabilitacja prowadzona byłaby trochę inaczej. Czasu nie cofnę, ale na szczęście wiem, że to co robiliśmy z pewnością nie działało na jego niekorzyść i bardzo mu pomogło.
Lekarze, rehabilitanci, diagnozy, a właściwie ich brak.
Podejrzenie wady genetycznej. Wykluczone.
I cały czas strach.
Najgorszy był ten strach.
Co z nim będzie?
A najważniejsze - jak mu pomóc?
Tragiczną diagnozę postawiono dopiero 18 maja 2006 roku.
Mózgowe porażenie dziecięce
pod postacią obustronnej hemiparezy stopnia dużego z przewagą strony prawej.
Junior miał wtedy już prawie 1,5 roku.
Co by z nim było, gdybyśmy tak długo zwlekali z rehabilitacją?
Aż boję się pomyśleć.
Przez pierwsze półtorej roku Pawełek był pod opieką Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie i był rehabilitowany wyłącznie metodą NDT-Bobath. Rehabilitacja odbywała się przez 5 dni w tygodniu po 45 minut. Szpital zapewniał nam 1 terapię w tygodniu, a stan dziecka wymagał rehabilitacji codziennej, więc (rzecz jasna) prywatnej.
W 6 miesiącu życia skonsultowaliśmy Pawła w Poradni Rehabilitacyjnej w Krakowie przy ul. Prochowej. Przez kilka dni próbowaliśmy ćwiczyć metodą Vojty. Jednak z dnia na dzień obserwowałam u syna pogarszanie się stanu emocjonalnego. Z pogodnego i kontaktowego dziecka stawał się zamknięty i wylękniony.
Zdałam się na intuicje. Odstawiłam Vojte. Pierwszy raz przejęłam odpowiedzialność za decyzje dotyczące leczenia mojego dziecka. Musiałam, bo specjaliści wspomnianych przeze mnie metod w sposób koszmarny krytykują się nawzajem. A rodzic, który nie jest lekarzem ani terapeutą, sam musi wybrać i podjąć najważniejsze w życiu decyzje dotyczące leczenia własnego, upragnionego i chorego (niestety) dziecka.
W dodatku robi to na podstawie swoich subiektywnych odczuć, bo logicznie i przekonywająco mówi każdy z lekarzy. Ja dodatkowo od dawna uzupełniałam swoją wiedzę na temat choroby syna i rehabilitacji, co sądzę także wpłynęło znacząco na tą decyzję i dalsze.
Zobaczysz wszystko inaczej i o wiele lepiej oczami, które wylały łzy.
Galeria zdjęć:
|
"...Ty jesteś darem i skarbem, bez Ciebie świat byłby inny..."
BARDZO DZIĘKUJEMY ZA 1 %
„Dajcie dzieciom słońce”
Wanda Chotomska
Kiedy dziecko śpiewa –
śpiewa cały świat.
Cały świat piosenką jest,
śpiewa kot i śpiewa pies,
ptak na niebie, wiatr na drzewie,
świerszcz na łące…
Nawet kiedy pada deszcz,
to ten deszczyk śpiewa też,
że po deszczu, że po deszczu
będzie słońce.
Kiedy dziecko tańczy –
tańczy cały świat.
Z rudym kundlem czarny kot,
drzewa z niebem, z ziemią płot,
ptak z obłokiem, wiatr z motylem,
świerszcz na łące…
Cały świat ma tyle lat,
ile dzieci mają lat,
te dzieciaki, co do tańca
wzięły słońce.
Kiedy dziecko płacze –
płacze cały świat.
Kot ma oczy pełne łez,
na podwórku płacze pies,
wiatr w kominie, mysz pod miotłą,
świerszcz na łące.
O, jak słono od tych łez,
nawet cukier słony jest,
o, jak ciemno, o jak zimno –
gdzie jest słońce?
Dajcie dzieciom słońce,
żeby łez nie było,
Dajcie dzieciom słońce,
dajcie dzieciom miłość.
Dajcie dzieciom słońce,
całe słońce z nieba,
Żeby mogły tańczyć,
żeby mogły śpiewać.
|