„Aniele mój, szukałam Cię,
kiedy szczęście porwał wiatr,
Gdy złe słowa splotły sieć,
nikt nie słyszał serca skarg,
Mój świat umierał w snach,
myśli wrogiem stały się,
Moje serce lustrem jest
i ciągle jeszcze szuka sił
by wybaczyć...
Tyle nieotartych łez
zanim los przytulił mnie,
Tyle pustych dni nim
uwolniłam się z tamtych chwil,
Każdy dzień oddala gniew,
bo jego ramię siłą jest,
Ocaliła mnie czułość wyśniona
i spełniona.
Ten lęk uwięził mnie,
nikt nie słyszał dźwięku łez,
Utonęłam w żalu by
znów narodzić się,
A dziś już nie pamiętam nic,
czas uspokoić sny,
Uwolniłam się by żyć,
by nie otruć świata
smutkiem łez,
Więc nie pytaj mnie...
Ile popłynęło...
Aniele mój Ty wiedziałeś
i cierpiałeś tak jak ja,
Przyrzekam Ci więc,
że każdy mój dzień
będzie światłem tych,
którzy zgubią się,
Tyle pustych dni nim
uwolniłam się z tamtych chwil,
Każdy dzień oddala gniew,
bo jego ramię siłą jest,
Ocaliła mnie czułość wyśniona
i spełniona,
Twoja czułość...”
Dziękuję Ci Synku... Aniele mój
|
Narodziny i pierwszy miesiąc
Narodziny i pierwszy miesiąc
Pawełek urodził się 25 listopada 2004 roku w 32 tygodniu ciąży. Lekarze w Szpitalu Miejskim Specjalistycznym im. G. Narutowicza, w którym przyszedł na świat, świadomie zwlekali z rozwiązaniem (ułożenie miednicowe i tak uniemożliwiało poród drogami naturalnymi) aż ponad 36 godzin od odejścia wód płodowych. W efekcie mój synek urodził się w zamartwicy, niedotleniony, z 1 punktem w skali Apgar (punkt za akcję serca). Tempo zmian było duże i w 3 minucie Agar wynosił 6, w 5 i 10 już 9. Na szczęście.
Szybko zaczął oddychać bez respiratora, bo zaledwie w 20 godzin po narodzinach. Był wielki powód do radości. Niestety to nie było wszystko. Pojawiły się problemy z układem pokarmowym. Cztery dni walki z zaleganiami, brakiem trawienia i wydalania. Niepewność. I pytanie, które zadawaliśmy sobie, bojąc się wypowiedzieć je na głos.
Czy będzie żył?
Nie mogłam go karmić ponieważ nie miałam pokarmu. Miał pojawić się w 3, potem 5 potem 7 dobie. Niestety tak się nie stało. Mimo wszystko jednak w 4 dniu po porodzie pojawiły się dosłownie krople mleka. Lekarz prowadzący podjął już decyzje o przewiezieniu dziecka do Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu, bo wszystko wskazywało na konieczność zabiegu chirurgicznego. Jednak za namową położnych spróbowano jeszcze podać przez sondę mój pokarm, a nie jak dotąd mleko zastępcze. I!!!! Udało się. Dziecko strawiło i wydaliło to co mu podano!!! Zbawienny skutek mleka matki? Czy zbieg okoliczności? Najważniejsze, że od tego momentu byliśmy wreszcie spokojni o jego życie.
Ocalony!
Pawełek miał odruch ssania, jadł i przybierał na wadze. Idealny wcześniak. Waga urodzeniowa 1900 gr.
Przyszedł czas na pierwsze badanie neurologiczne.
To były moje urodziny 13 grudnia. Pani Doktor zbadała dziecko na intensywnej terapii. Nie było mnie w trakcie badania, ponieważ kazano mi czekać na korytarzu, żeby nie robić zbędnego tłoku. Natychmiast po badaniu chciałam wejść do gabinetu. Zbyła mnie w korytarzu przed drzwiami... słowami:
- „Proszę Pani, no nie jest dobrze, odruchy nieprawidłowe lub ich brak”, zapytałam:
- „co to oznacza, czego mamy się spodziewać?” a ona w biegu, pakując torebkę (jakby właśnie mi powiedziała, że skończyły się buraki i dziś zamyka "jarzyniak"), trzymając mnie w otwartych drzwiach stojącą na korytarzu oznajmiła od niechcenia:
- „no, jakieś tam postępy robił będzie, ale jakie...” i jeszcze dodała - zamykając temat:
- „do widzenia”.
Czekałam na tatę Pawełka i nie znajdowałam słów, by przekazać mu tą informację. Wziął Juniora na ręce patrzył w jego oczka i zapytał tak samo przejęty i niepewny jak ja: - „To On będzie jakiś upośledzony?...” Nie sposób tego zapomnieć. To co przeżyliśmy wtedy oboje było koszmarem. Cierpieliśmy katusze i nie umieliśmy w żaden sposób pomóc własnemu, tak bezbronnemu dziecku.
Nie umieliśmy niestety też pomóc sobie nawzajem...
I nie najgorszy był tu brak informacji (dziś wiem, że diagnoza wymagała czasu), ale sposób jej przekazania. To było nasze pierwsze i jedyne dziecko, urodzone nagle o dwa miesiące za wcześnie. Walczyło kilka dni o życie.
Pani doktor czy gdyby był to Pani wnuk w ten sam sposób przekazałaby Pani informacje synowej czy córce?
Później spotkałam na swej drodze jeszcze wielu lekarzy, najczęściej przekazujących mi nie najlepsze diagnozy, ale żaden z nich nie okazał mi takiego braku szacunku i zrozumienia dla sytuacji.
Z radością jeszcze dodam, że pomyliła się Pani. Pawełek robi postępy i to nie tylko „jakieś tam”, ale naprawdę bardzo duże.
O tym napiszę dalej.
Szczęście to nie tylko to, co los daje, ale i to, czego nie zabiera.
Galeria zdjęć:
|
"...Ty jesteś darem i skarbem, bez Ciebie świat byłby inny..."
BARDZO DZIĘKUJEMY ZA 1 %
„Dajcie dzieciom słońce”
Wanda Chotomska
Kiedy dziecko śpiewa –
śpiewa cały świat.
Cały świat piosenką jest,
śpiewa kot i śpiewa pies,
ptak na niebie, wiatr na drzewie,
świerszcz na łące…
Nawet kiedy pada deszcz,
to ten deszczyk śpiewa też,
że po deszczu, że po deszczu
będzie słońce.
Kiedy dziecko tańczy –
tańczy cały świat.
Z rudym kundlem czarny kot,
drzewa z niebem, z ziemią płot,
ptak z obłokiem, wiatr z motylem,
świerszcz na łące…
Cały świat ma tyle lat,
ile dzieci mają lat,
te dzieciaki, co do tańca
wzięły słońce.
Kiedy dziecko płacze –
płacze cały świat.
Kot ma oczy pełne łez,
na podwórku płacze pies,
wiatr w kominie, mysz pod miotłą,
świerszcz na łące.
O, jak słono od tych łez,
nawet cukier słony jest,
o, jak ciemno, o jak zimno –
gdzie jest słońce?
Dajcie dzieciom słońce,
żeby łez nie było,
Dajcie dzieciom słońce,
dajcie dzieciom miłość.
Dajcie dzieciom słońce,
całe słońce z nieba,
Żeby mogły tańczyć,
żeby mogły śpiewać.
|