Pawełek jest pierwszym dzieckiem w Polsce zoperowanym metodą Ulzibata w Los Madronos Hospital w Madrycie w Hiszpanii.
Operował go dr Alexey Repetunov z Instytutu Klinicznej Rehabilitacji w Tule w Rosji, któremu z całego serca dziękuję za profesjonalizm i ludzkie podejście.
Оперировал его д-р Алеksеи Репетуноb из Института Клинической Реaбилитологии в Туле в России, которому из всего сердца я благодарю при профессионализме и человеческом подходе.
Los Madronos Hospital to mała klinika w miejscowości Brunette na przedmieściach Madrytu.
Zaskoczyła nas wyposażeniem, rozwiązaniami dla niepełnosprawnych, poziomem obsługi, czystością, dietą, a nawet malowniczym położeniem z widokiem na góry. Moje doświadczenia „szpitalne” były całkowicie różne od stanu jaki zastałam w Hiszpanii.
Obsługa chorego na najwyższym poziomie.
Pawełek dostał swój pokój przeznaczony dla dziecka i dwóch opiekunów. Doskonale wyposażony w niezbędny sprzęt tj. stoliki do karmienia, krzesło do karmienia, klimatyzację, łazienkę dla niepełnosprawnych z prysznicem z biczami wodnymi, a nawet (dodam anegdotycznie – zmywarką do basenów ;-)).
Zakwaterowano nas 26 czerwca. W tym dniu odbyło się spotkanie z zespołem operacyjnym tj. chirurgiem, anestezjologiem, pielęgniarkami operacyjnymi. Cały zespół przyjechał z Rosji („serca” metody) i mogliśmy z nimi rozmawiać po rosyjsku (w każdym innym miejscu niestety tylko hiszpański z maleńkim udziałem angielskiego). Choć i tutaj zdarzyła się nam zabawna historia. Otóż okazało się, że w klinice w kuchni pracuje od 3 dni!!! Polka mieszkająca w Hiszpanii już 21 lat.
Pozdrawiamy Panią Elżbietę i dziękujemy za pomoc w komunikacji pozamedycznej ;-)
Kiedy prowadziłam korespondencję z Evą – koordynatorką w szpitalu - problem językowy był ogromny, bo ja po hiszpańsku ani ani, a ona tylko!!! Z pomocą wtedy przyszedł nam dr Repetunov, który w moim imieniu zorganizował wszystkie szczegóły, mimo, że nie należało to do jego obowiązków. Dziękuję.
Wyobraźcie sobie więc zdziwienie moje i wspomnianej Evy gdy Pani Ela odezwała się w polskim języku.
Wykonano Pawełkowi niezbędne badania analityczne, EKG, RTG płuc. Ustaliliśmy z lekarzem, że wykona niezbędną maksymalną ilość „nacięć” mięśni w obrębie stawów biodrowych, aby uratować biodra przed zwichnięciem (prawe było podwichnięte w 50%, lewe w 30%). Ponadto miał „podciąć” kulszowo-goleniowe, achillesy i trzy miejsca w rękach. W wyniku operacji zostały przecięte te włókna w mięśniach, które były „martwe”, sztywne i ograniczały zakres stawów, czyli odpowiadały za przykurcze (najprościej rzecz ujmując przecięto „struny” w mięśniach).
W przypadku Pawła zaingerowano w sumie w 18 miejsc. 9 po prawej stronie, 9 po lewej, 6 na każdej z nóg i przy każdym stawie biodrowym, 3 na każdej z rąk.
Przeniesiono nas na sale przedoperacyjną 27 czerwca o godzinie 9.
Zabieg obył się w pełnej narkozie, trwał ok. 30 minut. Po zabiegu natychmiast rozmawiał ze mną chirurg. Wszystko przebiegło bez problemów.
Pawełek wybudził się spokojnie i prosił o ciszę, bo chce nadal spać. Wróciliśmy do swojej sali ok. godz. 12.30. Junior był strasznie głodny. Na szczęście obyło się bez „żołądkowych przygód” i po godzinie był już najedzony i w pełni obecny.
Niestety obolały. Każda zmiana pozycji była dla niego bolesna.
Noc minęła spokojnie i 28 czerwca opuściliśmy klinikę.
Pozostaliśmy w Madrycie jeszcze 6 dni. To była dobra decyzja. Pawełek czuł się bezpiecznie w łóżku lub upięty w swoim wózku. Każdego dnia było lepiej. Udało nam się nawet trochę pospacerować, zwiedzić urocze uliczki Madrytu i zabrać Pawełka do ZOO, które wspomina do dziś i wszystkim każe oglądać zdjęcia z tamtej wycieczki.